Wójt i Wędrowiec cz. 5

Ironiczne spojrzenie Wędrowca i brak odpowiedzi spowodowały nie tylko irytację, ale wręcz rozsierdziły miejscowego urzędnika, który zapewne uznał, że >on jest na prawie<.

Samo pytanie z formalnego punktu widzenia może było i zasadne, a to dlatego, że wynikało ono z obowiązku wójta polegającego na kontrolowaniu i informowaniu władz o wszelkich podejrzanych osobach, kręcących się przecież w strefie przygranicznej.

Należy pamiętać, że granica między Cesarstwem Austrii i Rosją przebiegała niedaleko – tuż za Krakowem, a przenikanie agentury było w tamtym czasie czymś aż nadto oczywistym.

W skrajnym przypadku, i jeśli tak uznał, wójt mógł nawet zatrzymać podejrzanego i dostarczyć go do cyrkułu.

Mimo że forma pytania zadanego przez Wójta nie była może dla miejscowych zbyt pogardliwa, jednak dla Wędrowca zabrzmiała ona zbyt urągająco.

– Jakiż to ja dla Was „dziad”, gospodarzu? – odpowiedział wreszcie pytaniem na pytanie. – Nawet nie zapytaliście z kim macie przyjemność?!

Wyraźnym grymasem ust i wzruszeniem ramion gość dał wyraźnie do zrozumienia, że dalszą rozmowę uznaje za definitywnie skończoną. Nie odpowiadając na dalsze pytania, dalej popijał swoje piwo i pałaszował smakowitą jajecznicę.

następna strona

poprzednia strona

 

Dodaj komentarz